Kolarskie szlify

Dzisiaj będzie o tym czego nikt nie lubi, no bo jak lubić coś takiego jak klasyczny kolarski szlif...
Dla niewtajemniczonych (chociaż wątpię, że tacy istnieją) szlif to nic innego jak otarcie powstałe w wyniku upadku, czy to na asfalcie czy w terenie. Po pierwsze bolesne jak diabli (szczególnie jeśli przy okazji mocno się obijemy), po drugie gojenie dłuży się bardziej niż kręcenie wytrzymałości na trenażerze i po trzecie nic tak nie denerwuje jak pójście do pracy w dżinsach z taką raną pod spodem :/

Bettini Foto
No ale jest to coś co przytrafi się każdemu kolarzowi prędzej czy później, jak to mówi znajomy masters na ustawkach: „jak nie zaliczyłeś upadku, to co z Ciebie za kolarz...”.
Oczywiście nie mówię, że jak nie leżałeś w kraksie nie masz prawa nazywać się kolarzem, ale albo za mało jeździsz, albo masz porównywalnie dużo szczęścia co Oscar Pereiro podczas Tour de France 2006 (wtajemniczeni wiedzą o co biega).

Ja leżałem kilkakrotnie i dobrze wiem co oznaczają paskudne szlify. Wiem też jak ciężko jest je skutecznie i co najważniejsze, szybko wyleczyć. Próbowałem kilka różnych sposobów i znalazłem jeden bardzo skuteczny, który chciałbym Wam dziś przedstawić.

joeschmo1of3.blogspot.com
Zacznijmy od tego, że dużo zależy od rodzaju upadku, jeśli rana miała kontakt z ziemią (a to jest wysoce prawdopodobne nawet na asfalcie) to koniecznością będzie wizyta w szpitalu, gdzie dostaniecie zastrzyk przeciw tężcowi (jak bardzo jest to niebezpieczna choroba chyba nie muszę nikomu tłumaczyć).

I teraz stara szkoła mówi jasno, ranę trzeba odkażać i często wymieniać opatrunki – no właśnie tu pojawia się problem. Rana się sączy i opatrunek się przykleja, przy każdej jego wymianie zrywamy świeżo wykształconą błonę i wracamy do punktu wyjścia. Pomagają tu wszelkie maści ale wciąż jest to mało i proces gojenia trwa w nieskończoność.
Kiedy już rana bardzo nie sączy pomaga bardzo wysuszanie jej poprzez nie zakładanie opatrunku, dzięki czemu otarcie oddycha i szybciej się goi. No ale jak tu chodzić do pracy czy spać ??!!
No właśnie... nie da się.

www.roadcycling.com
Kiedy zaliczyłem bardzo groźny upadek w czerwcu ubiegłego roku (mokry zakręt na zjeździe przy prędkości +/- 60km/h) odkryłem świetną alternatywę dla tradycyjnych opatrunków. Są to tzw. opatrunki hydrokoloidowe, na rynku jest kilku producentów, ja mogę z czystym sercem polecić Granuflex. To jest po prostu genialna sprawa, przykleja się taki opatrunek na otarcie (musi być odpowiednio większy od rany) i zostawia nawet na 2-3 dni. Wszelkie wydzieliny gromadzą się w opatrunku, na którym tworzy się charakterystyczny bąbel – gdy jest już odpowiednio duży, po prostu wymieniamy opatrunek na nowy i co ważne, to w ogóle nie boli i nie narusza rany.
Opatrunki hudrokoloidowe Granuflex
Cała filozofia polega na tym, iż goimy otarcie w środowisku wilgotnym. Dzięki temu, że nie naruszamy co chwilę nabłonka nie robią się też później blizny.
Nie musimy też owijać nogi bandażami, ponieważ Granuflex się po prostu przykleja do rany i naprawdę mocno się trzyma.
Co ważne, opatrunki Granuflex są częściowo refundowane, więc zanim pójdziesz do apteki warto udać się do lekarza rodzinnego po receptę.

Trzeba jeszcze pamiętać o jednej ważnej rzeczy, jak już wyleczymy nasze otarcie, skóra w tym miejscu jest bardzo wrażliwa i trzeba bardzo na nią uważać. Ja ostatnio o tym zapomniałem i w efekcie pojawił mi się pęcherz i po całkowitym wyleczeniu mam niestety bliznę.

O tym, że trzeba golić nogi nie wspominam - to rzecz oczywista i bez tego można sobie gdybać o skutecznym leczeniu ran. 
Klasyczny szlif
Do dziś pamiętam też, kiedy po jednym z upadków na wyścigu miałem dwa tygodnie później wyjazd do Egiptu na wczasy. Goiłem to wtedy tradycyjnym sposobem. Wyobraźcie sobie co czułem przy każdym wejściu do Morza Czerwonego, przy tym zasoleniu, strupek z rany rozpływał się dosłownie w dwie minuty... To cud, że nie rzuciły się na mnie jakieś małe rybki :P Tak więc nie polecam nikomu urlopu w kraju faraona krótko po kraksie :)

Mam nadzieję, że ten wpis przyda się komuś i dzięki temu szybciej wyleczy upierdliwe szlify. Ale najlepiej jeśli ten wpis w ogóle Wam się nie przyda, bo po prostu nigdy nie zaliczycie upadku... w co  nie wierzę ;)

2 komentarze:

  1. A tak z ciekawości, jak wyglądał rower po upadku przy 60 km/h ??

    OdpowiedzUsuń
  2. Hydrokoloidy to już bardzo stara technologia. Dużo nowocześniejsze i lepsze są pianki firm Smith and Nephew albo Molnlycke. Do kupienia w necie bo mało która apteka to ma.

    OdpowiedzUsuń