Piekło Północy

Jedziesz sobie asfaltem wśród pól, przeszkadza Ci mocno wiejący wiatr i pył. Nagle droga zmienia się w typowo wiejski, nierówny bruk, wjeżdżasz na niego swoją szosówką i już po kilku minutach masz dość. Czujesz się jakby ktoś wsadził Cię do pralki, ręce bolą niesamowicie, myślisz tylko o tym, kiedy to się skończy.
Miałeś tak kiedyś ?

Na słynnym wyścigu Paryż-Roubaix przechodzą przez to raz w roku zawodowcy, a po bruku muszą jeździć w sumie przez kilkadziesiąt kilometrów. Dla mnie brzmi to potwornie, bo ja bruku nie znoszę. Ale dzięki temu wyścig ten jest niesamowicie widowiskowy, a każdy jego zwycięzca urasta to roli prawdziwego gladiatora.

Piekło Północy to również poligon doświadczalny dla producentów rowerów i osprzętu, jeśli na francuskich brukach rama i koła wraz z ogumieniem dają radę, to chyba nic innego ich nie zniszczy. Właśnie na rzecz takich wyścigów zawodowe grupy rezygnują z wycieniowanych ram i kół i zaczyna się liczyć szczególnie wytrzymałość.

Tegoroczne Paryż-Roubaix już w niedzielę 7.04.2013, zachęcam gorąco wygodnie zasiąść przed telewizorem i rozkoszować się każdą minutą relacji w Eurosporcie. Kto wie, może w tym roku pogoda nie będzie tak łaskawa jak w kilku ostatnich latach i spadnie deszcz, dodatkowo zwiększając dramatyzm tego wydarzenia.

Ja już dziś myślami jestem w słynnym Lasku Arenberg, gdzie jak mówił Tom Boonen wyścigu wygrać nie można, ale można go przegrać. To tu zazwyczaj zdarzają się bardzo niebezpieczne kraksy i w jakimś stopniu rozstrzygają się losy wyścigu – każdy chce jechać z przodu, więc efekt może być tylko jeden.

A kolarze już pewnie myślami są na historycznym welodromie w Roubaix, na którym możemy przenieść się w czasie o kilkadziesiąt lat wstecz i wyobrazić sobie sprinterskie walki sprzed lat.
Kto w tym roku pierwszy przekroczy linię mety ? Ja stawiam na Fabiana Cancellarę, ale Paryż-Roubaix potrafi być bardzo nieprzewidywalne i w zasadzie wszystko może się zdarzyć. Jedno jest pewne, zwycięzca przejdzie do historii, a do domu zabierze charakterystyczną statuetkę z brukiem – obiekt pożądania większości kolarzy.

Przy okazji wyścigu parę rad jak jeździć po bruku, prosto od specjalisty od takiej jazdy Toma Boonena:
- jedziemy raczej bokiem drogi, gdzie często nie ma już bruku, a jak jest to jest nieporównywalnie bardziej łagodny niż na środku drogi
- jeździmy szybko, dzięki czemu rower tak nie skacze, tylko płynnie przeskakuje z bruku na bruk
- pompujemy zdecydowanie mniej atmosfer w koła żeby zwiększyć komfort
- górny chwyt za kierownicę zmniejszy obciążenie rąk
- przed długą jazdą na bruku zadbaj o mięśnie rąk (koniecznie trzeba je wzmocnić, bo będziesz myślał tylko o tam jak bardzo cię boli ;)
- uważaj na zakrętach, gdyż bruk jest bardzo śliski, a jak jeszcze popada deszcz to robi się prawdziwe lodowisko

I na koniec cytat oddający rzeczywistość tego wyścigu:
„If you don't have the legs, this is the worst place you could possibly be." - Jo Planckaert


Wszystkie zamieszczone zdjęcia pochodzą ze strony Steephill.tv, zachęcam do odwiedzenia całej galerii :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza