Vinci Wheels i niech Was koła poniosą...

Od dawna wiadomo, że oprócz ramy i dobrze działającego osprzętu, główna część w rowerze, która odpowiedzialna jest za odczucia jazdy, to koła. Wiadomo też, że jeśli decydujemy się na ulepszanie sprzętu, inwestycja w szybkie karbonowe koła z wysokim stożkiem, to zdecydowanie najlepszy sposób na szybki skok jakościowy.
Tego typu kół jest na rynku cała masa, jedne potrafią kosztować tyle co samochód, kiedy jednocześnie, inne - będą dostępne na kieszeń przeciętnego kolarza amatora w Polsce.


Dzięki uprzejmości firmy Vinci Wheels, mogłem sprawdzić w boju koła z ich nowej kolekcji na rok 2020. W zasadzie mogę mówić o sporym szczęściu, bo testowałem je w marcu przez trzy tygodnie, a w momencie kiedy je odsyłałem, weszły w Polsce obostrzenia co do jazdy rowerem i w zasadzie dalsze testy były już wykluczone.


Wybrałem koła na hamulce szczękowe i oponkę, jako że chciałem zobaczyć jak sprawują się najbardziej uniwersalne rozwiązania u tego producenta. Koła szytkowe są lżejsze, same szytki moim zdaniem lepiej niosą, jednak użytkowanie ich podczas codziennej jazdy treningowej to spore ryzyko.
Wziąłem więc na tapetę dokładnie model Vinci Rapid 50mm rim brake.

Koła przyszły do mnie bardzo solidnie spakowane, w wygodnych i porządnych torbach, z dołączonymi okładzinami hamulcowymi, zaciskami oraz zestawem do montażu opon tubeless.


Od razu mówię, że z systemu bezdętkowego nie korzystałem, bo po prostu nie miałem dostosowanych opon, natomiast chętnie bym to zrobił, szczególnie że koła te są tak zaprojektowane, że do przekształcenia ich w tubeless nie potrzeba nawet żadnych taśm (po prostu zakładamy odpowiedni wentyl i oponę, zalewamy wszystko mlekiem i już możemy się cieszyć z dobrodziejstwa tego rozwiązania).

Na starcie warto podać kilka danych czystko technicznych. Tak jak napisałem wcześniej, koła mają wysokość stożka 50mm, szerokość obręczy 28mm i wewnętrzną szerokość rantu 18,1mm. Wsadziłem tam opony Continental 5000s 28mm i pasowały idealnie, generalnie producent informuje, że możliwe jest zastosowanie ogumienia o szerokości od 21 do 42mm. Zastosowane szprychy to Vinci RD-Tour, zaplecione radialnie z przodu (18 sztuk) oraz z tyłu po stronie nienapędowej (8 sztuk) i na trzy krzyże z tyłu od strony napędowej (16 sztuk). Nyple są aluminiowe, natomiast piasty to fabryczne rozwiązanie - Vinci RD-Tour 2020 (opcjonalnie w wersji Ceramic Bearings).

Pierwszą rzeczą, którą robi każdy szanujący się kolarz amator w takiej sytuacji, to oczywiście wsadzenie kół na wagę i sprawdzenie na ile otrzymane dane pokrywają się z tymi ze strony producenta. Na stronie Vinci podana jest waga 1480 gram, poniżej natomiast waga rzeczywista, wprost z mojej wagi kuchennej.




Normalnie przy jakichkolwiek kołach karbonowych, stosuję sprawdzone klocki Swissstop Black Prince, przy których pewien jestem jakości działania. Jako jednak, że mieszkam na terenach nizinnych i nie zamierzałem jeździć w deszczu, postanowiłem sprawdzić, jak będą się sprawować klocki, które były dołączone przez producenta. Powiem tak, na płaskich terenach dawały radę, ale jeśli miałbym je zabrać w góry to zastanowiłbym się pięć razy. Przy wspomnianych Black Prince wypadają bardzo blado, więc jeśli zdecydujesz się na zakup kół, warto jednak trochę doinwestować i kupić okładziny od szwajcarskiego producenta. Przy jakiejkolwiek awaryjnej sytuacji będziesz sobie dziękował za taki wybór.


Teraz najważniejsze, czyli odczucia z jazdy. Przez te trzy tygodnie starałem się jak najlepiej zweryfikować jakość kół. Jeździłem zarówno długie, kilkugodzinne trasy, jak również szybkie, mocne treningi. Jedyne czego zabrakło, to jazda w grupie, a wszystko przez ograniczenia spowodowane koronawirusem. Szkoda, bo takie jazdy wyścigowe najlepiej potrafią obnażyć wszelkie niedoskonałości kół, w końcu to właśnie wtedy poddawane są one największym obciążeniom. Przy montażu celowo dość mocno ograniczyłem zakres klocków hamulcowych, zostawiając stosunkowo małą przestrzeń można w łatwy sposób ocenić ogólną sztywność kół podczas mocniejszych depnięć.
Trafiłem też na bardzo zróżnicowane warunki wietrzne, co bardzo pomogło ocenić przydatność kół na jazdę w różnych warunkach.


Przy długiej, dość jednostajnej jeździe, koła niosły idealnie. Jeśli powiało z tyłu, jazda była czystą przyjemnością. Czuło się dokładnie jak dużą pomoc w utrzymywaniu dużej prędkości daje wysokość stożka. Trochę gorzej wyglądała sytuacja z mocnym wiatrem z boku. Jeśli ten wiatr był jednostajny to można się było do niego trochę dopasować i sprawnie kontynuować jazdę. Jeśli natomiast trafiło się na taki typowy, mocny i porywisty wiatr, to zaczynały się schody. Były momenty, że rzucało mną po szosie na pół metra, jednak mówię tu o wietrze podchodzącym już pod wartość 10 m/s. Na naszych szosach taka jazda jest co najmniej ryzykowna, bo pamiętajmy, że kierowcy często potrafią wyprzedzić nas "na żyletkę". Jazda w takich warunkach przypominała raczej walkę o przetrwanie, ale pamiętajmy, że tego typu warunki też nie zdarzają się zbyt często. Pamiętajcie też, że ja ważę około 62kg, a to ma tu akurat ogromne znaczenie.

Na wszelkich sprintach pod górę czułem, że koła są sztywne. Przez te trzy tygodnie testów nie doszło też do żadnego rozcentrowania.

Z wiadomych względów nie jestem w stanie ocenić wytrzymałości kół, to jak się będą sprawowały po roku, dwóch, czy pięciu to w tej chwili zagadka, natomiast po jakości wykonania myślę, że pod tym względem powinno być wszystko OK. Oczywiście przy założeniu, że będziemy na bieżąco te koła serwisowali i odpowiednio o nie dbali.


Dla wielu istotny jest sam wygląd kół. W tej materii każdy ma swój gust i coś co będzie podobać się jednym, drugim kompletnie nie przypadnie do gusty. Moim zdaniem malowanie (to ważne słowo, bo koła są malowane, a nie oklejane) jest bardzo fajne, stonowane i pasujące do większości rowerów. Do wyboru mamy wersję z białymi napisami lub czarnymi, co pozwala przypasować się do kolorystyki swojego "rumaka".

Często można przeczytać, że na koła karbonowe bardzo ciężko jest założyć oponę. Nic takiego nie zauważyłem, oczywiście tu spore znaczenie będzie miał wybór samego ogumienia - z Continental 5000S 25mm nie ma żadnego problemu, wszystko przebiega sprawnie.


Podsumowując, koła zdecydowanie przypadły mi do gustu. Są stosunkowo lekkie, fajnie wyglądają, nie stwarzają żadnych problemów przy użytkowaniu i są sztywne. Nie miałem odczucia, że waty ładowane w napęd roweru, gdzieś mi uciekają przez brak sztywności, a to czasem się zdarza.
Do codziennej jazdy byłyby dla mnie jak znalazł. Do wyścigów zainwestowałbym zapewne w lżejszy komplet i raczej na szytkach, bo to dla mnie rozwiązanie sprawdzone i poparte już dość długoletnim doświadczeniem startowym.
Ode mnie koła otrzymują bardzo dobrą ocenę i z czystym sumieniem mogę je polecić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz