Kolarz szuka żony ;)

Tak sobie ostatnio pomyślałem, jakie to szczęście mieć już tą swoją drugą połówkę, szczęśliwą rodzinkę itd., co to by było gdybym teraz miał znaleźć sobie żonę... Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że znalezienie żony dla kolarza amatora to trochę mission impossible ;)


Jakby miało brzmieć takie ogłoszenie...
Wysportowany, dobrze umięśniony (ale tylko na nogach, bo górne partie - katastrofa), skupiony głównie na rowerze i wszystkim co się dookoła niego kręci, szuka żony. Wymagane umiejętności: zdolności psychologiczne dla dobrego motywowania i podpierania na duchu po nieudanym starcie, umiejętność podawania bidonów na trasach wyścigów, odporność na stres, cierpliwość, idealna aparycja i doskonałe umiejętności fotograficzne ;)
Co tu dużo pisać, jednym słowem masakra.


Tacy już jesteśmy, na dłuższą metę życie z kolarzem amatorem lekkie nie jest, usłane różami tym bardziej.

Na plaży ciężko się z nami pokazać, mało że klata i bicepsy minimalne to jeszcze opalenizna w kratkę, wakacje jak już to tylko w górach, bo gdzie ja będę nad morzem jeździł rowerem - żadna przygoda, a leżenie cały dzień na plaży będzie dla nas gorsze nić Zoncolan dla Cavendisha. Dłuższe wczasy w jakimś zagranicznym kurorcie - proszę bardzo, ale jednak dopiero gdzieś w październiku, żeby było po sezonie.

Dziecko - to temat najcięższy, kiedy już zapadnie decyzja na tak to i tak jest kombinowanie żeby najlepiej urodziło się po sezonie, a nocne wstawanie denerwuje Cię najbardziej tylko dlatego, że się nie regenerujesz po treningach.
W lodówce wyselekcjonowane produkty, półki kuchenne zawalone bidonami i opakowaniami po suplach, dodatkowo przestrzeganie diety, ilości posiłków i kalorii (wiem wiem, tu zdecydowanie nie każdy tak ma).


Bałagan w garażu? Przecież to tylko stare elementy osprzętu, dodatkowe koła i opony, nie mogę tego po prostu wyrzucić...

Rodzinny weekend, ok ale pojedźmy w góry i połączmy to z wyścigiem. Wspólne niedzielne przedpołudnie ? Ale jak, przecież jest ustawka. Z tego samego powodu odpada późne sobotnie imprezowanie - przecież trzeba się wyspać ;)

Mówisz, że co chcesz oglądać ? Jakieś seriale ? Ale przecież dziś zaczęła się Vuelta Espana, codziennie będzie trzeba oglądać etapy, bo Majka ma nogę i któryś może wygrać, nie mogę przecież przegapić takiego wydarzenia... Ale nie martw się, to tylko trzy tygodnie :)


Piszę to wszystko lekko przekoloryzowane w jednym celu, zatrzymajcie się na chwilę i popatrzcie z boku jakimi wariatami jesteśmy i ile trzeba wyrozumiałości żeby z nami wytrzymać. Pora docenić swoje drugie połówki, ot co.

Ojej, już po 22:00, trzeba iść spać, regeneracja jest najważniejsza ;)

2 komentarze:

  1. Szczerze uwielbiam ten wpisz... i utożsamiam się z nim w 100%

    OdpowiedzUsuń
  2. Super tekst-dlatego żony najlepiej szukać w świecie kolarskim, zrozumie :D

    OdpowiedzUsuń