Froomie

Nie lubię Frooma... nigdy nie lubiłem. Głównie za styl w jakim jeździ, za, moim zdaniem, pokraczną pozycję na rowerze, za kadencję maszyny do szycia, za ciągłe spoglądanie na swojego Garmina, za to że po prostu przypominał mi robota, a kolarstwo sprowadzał do gry komputerowej, w której jak dobrze porozkładasz siły swoich zawodników, to pierwszy przekroczysz linię mety...

http://www.giroditalia.it/eng/gallery-list/
Nie lubię za to, że może legalnie wspomagać się lekami na astmę, ba - nawet ostentacyjnie potrafi wyjąć inhalatorek na podjeździe i się zaciągnąć. Nie lubię za to, że pomimo wpadki dopingowej może sobie legalnie startować w wyścigach, podczas gdy w takim samym przypadku mniej znanego kolarza już siedziałby w domu z dwuletnim banem na starty.

http://www.giroditalia.it/eng/gallery-list/
Nie lubię, za to, że musiał na niego harować nasz Michał Kwiatkowski na Tour de France, że chwilami wydawało się że nasz zawodnik jest po prostu mocniejszy ale jednak musiał być przybocznym swojego lidera...

No po prostu gościa nie lubię i mam do tego prawo :)

http://www.giroditalia.it/eng/gallery-list/
Ale to co zrobił wczoraj to po prostu mistrzostwo świata. Robot ożył, tak w skrócie nazwałbym wczorajsze wydarzenie. Zamiast kalkulować w swoim stylu, on po prostu ruszył do przodu 80 kilometrów przed metą, 80 kilometrów najeżone ciężkimi podjazdami. Bez zbędnej kalkulacji, odważnie, niczym Fausto Coppi w 1949 roku. Interesuję się kolarstwem już do wielu lat i takie obrazki jak wczoraj można oglądać bardzo rzadko.

19 etap Giro Italia 2018 roku, na długo zapadnie w mojej pamięci, myślę że na długo zapadanie w pamięci większości kibiców. Można tylko żałować, że etap ten odbył się w piątek, kiedy większość z nas była w pracy lub w szkole. Takie epickie momenty powinien oglądać każdy młody adept kolarstwa, bo tego się właśnie trzeba uczyć - kolarstwa romantycznego, a nie kręcenia na sztywno według cyferek na małym ekraniku.
Właśnie za brak kalkulacji pokochałem styl jazdy Alberto Contadora i pomimo iż nigdy nie polubię tak Frooma, to od dziś dostaje ode mnie czystą kartę. Taka tabula rasa, którą może wypełnić od nowa. Zapominam o tych wszystkich rzeczach które napisałem na początku. Zobaczymy co będzie dalej...

http://www.giroditalia.it/eng/gallery-list/
Pisząc ten tekst, modlę się jednocześnie, żeby rajd Frooma nie okazał się samobójczą jazdą Floyda Landisa, bo niestety co jak co, ale takie porównania nasuwają się same...

No i ważna kwestia, piszę to w sobotę o godzinie 13:00 i nie mam pojęcia co się stanie na etapie 20, który zapowiada się również bardzo ciekawie. Jednak jestem prawie pewien, że nikt Krzysiowi nie będzie w stanie zrobić kolarskiej krzywdy...
http://www.giroditalia.it/eng/gallery-list/
Dodam jeszcze ciekawostkę będącą idealnym podsumowaniem, na wczorajszym etapie, Ryan Mullen, przez 6 godzin wykręcił średnią moc równą około 3,7 w/kg i jazda na takim poziomie pozwoliła mu stracić zaledwie 45 minut do zwycięzcy ;)

1 komentarz:

  1. hmm a ja nie wierze ze to był romantyczny atak , nawet Brailsford wspomniał ze wszystko było przygotowane w najdrobniejszym szczególe wiec to raczej szalona ale wciąż kalkulowana strategia

    OdpowiedzUsuń