Baranowski Tour 2018

Kim jest Darek Baranowski nie trzeba nikomu, kto choć trochę interesuje się kolarstwem, tłumaczyć. Jedna z jaśniejszych postaci tego sportu w Polsce w latach 1996-2006, zawodnik takich grup jak US Postal, Banesto, CCC, Liberty Seguros, czy Astany, świetny góral. Do dziś pamiętam jak kibicowałem zaciekle Darkowi trzymając kciuki, żeby utarł nosa największym faworytom na jakimś górskim etapie wielkiego Touru 😊 Obecnie jego głos umila nam wszystkim relacje Eurosportu z największych wyścigów na świecie, a dzielenie się wiedzą wychodzi mu doskonale.


Kiedy więc dowiedziałem się, że właśnie Darek Baranowski organizuje swój własny wyścig dla amatorów, bardzo się tym tematem zainteresowałem. Kiedy natomiast zobaczyłem, ze organizuje to w Wałbrzychu wraz ze znanym Cezarym Zamaną wiedziałem, że po prostu muszę tam być.
Zgodnie z powyższym, 18 sierpnia udałem się w samo serce Gór Wałbrzyskich, jednak nie po to aby szukać słynnego złotego pociągu, a żeby pościgać się w miłym towarzystwie i przy fajnej oprawie.




Biuro zawodów zlokalizowano w Aqua Parku i tu wszystko było na miejscu: toalety, stoisko Kawy dla kolarzy (naprawdę pyszne espresso, które postawiło mnie na nogi), duży parking itp. Niestety wydawanie pakietów startowych szło strasznie opornie, przez co nawet został opóźniony start, a ludzie stali bardzo długo w kolejce na słońcu – to jest ewidentnie do poprawki.
Szybkie ubieranie, szykowanie sprzętu, spoglądanie w niebo, bo od rana deszcze i ciemne chmury i po niedługim czasie już stoimy w sektorze czekając na start. Na dzień dobry przejazd całej kolumny wyścigu ulicami Wałbrzycha, spokojnie za autami i motorami. Był więc czas na lekkie rozgrzanie, pogadanie ze znajomymi i szybki rekonesans z kim przyjdzie się ścigać.




Ekipa wyglądała na dość konkretną, wiedziałem żeby uważać szczególnie na PM Rider, gdyż to w tej ekipie jechał mój faworyt Kamil Gromnicki, a miał jeszcze dwóch zawodników (Bartka i Igora) do pomocy, którzy jechali w mojej kategorii i byłem pewien, że wspólnie będą próbować jakiś akcji.
Start ostry nastąpił z okolic stadionu Górnika Wałbrzych, gdzie swoja karierę zaczynał Darek Baranowski, po chwili płaskiego był od razu mocny zjazd i tak jak się spodziewałem, już tutaj zaatakował Kamil, który stworzony jest wręcz do solowych akcji. To taki Jens Voigt naszego amatorskiego podwórka, co udowodnił już wielokrotnie, bo uciekać to jedno ale dojeżdżać to już zupełnie co innego, a Kamil dojeżdżać przed peletonem po prostu potrafi 😉




Oczywiście Kamil nie został puszczony, a jego atak po prostu potwornie naciągnął całą grupę. Gdy tylko zaczęła się jazda pod górę postanowiłem wykorzystać tą sytuację i zapodałem tempo, które skutkować miało już konkretną selekcją – to się udało, na obwodnicę Wałbrzycha wjechaliśmy w kilkuosobowej grupce. Potem, jak to na szosie, nikt nie chciał pracować mocno na zmianach i kolejni zawodnicy zaczęli do nas dojeżdżać. W efekcie pierwszy długi zjazd jechaliśmy w całkiem sporej grupie. Ja czekałem na Modliszów, czyli zdecydowanie najdłuższy podjazd na rundzie, który mieliśmy do pokonania w sumie dwa razy.




Dość szybko znaleźliśmy się u podnóża wspomnianego podjazdu, gdzie od razu swoje tempo zarzucił Kamil, za nim skoczył junior z CCC (który kilka dni wcześniej pokazał się z pięknej strony na czasówce Kowary-Okraj) i jeszcze jeden zawodnik. Nie myśląc długo wskakuje na koło i w czwórke odjeżdżamy. Tempo mocne ale równe, nie idziemy w trupa, bo do mety jeszcze daleko ale zyskujemy kolejne metry przewagi. Gdzieś w drugiej połowie podjazdu ucieka nam zawodnik CCC (który zresztą ostatecznie dojeżdża na solo do mety), a my z Kamilem zostajemy we dwóch. Zacząłem mieć problemy związane z kolkami, strasznie zaczęło mnie kłuć w brzuchu ale trzeba cisnąć… Czekałem na zjazd, który… nie nastąpił 😊 Okazało się, że na szczycie podjazdu jest długi odcinek płaski, który w dodatku był raczej pod wiatr.
No ale dalej kręcimy z Kamilem po zmianach, z czasem dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. Na drugą rundę wjeżdżamy w duecie ale w oddali za nami już widać stado wygłodniałych hartów, które zaciekle chce nas dogonić. Udaje im się to na długim zjeździe, trochę spada motywacja i odpoczywam w środku grupki czekając na drugi Modliszów…


Ten znów przychodzi nadspodziewanie szybko, chwilę przed początkiem atakuje Bartek z PM Rider, jestem czujny bo to moja kategoria i wiem, że może to być też "stacja przekaźnikowa" dla ataku Kamila. Spokojnie wychodzę na czoło i jadę tak aby strata mozolnie się zmniejszała. Nie chcę podzielić mocno grupki, bo dalszy odcinek zdecydowanie lepiej jechać w kilka osób. Już blisko końca podjazdu atakuje zaciekle Kamil, ale po jego tempie wiem, że na pewno nie będzie to wspólna akcja z Bartkiem. Pozwalamy Kamilowi trochę odjechać, a jeszcze przed szczytem kasuję Bartka.




Teraz pora na wspólna pracę w celu skasowania ucieczki… No właśnie – czy aby na pewno wspólną ? Pracują 3-4 osoby, reszta bezczelnie wiezie się z tyłu i nie wychodzi na zmiany – kocham po prostu coś takiego. Tak czy inaczej, współpracując głównie z Marcinem Krzywonosem przed wjazdem do miasta kasujemy Kamila i już wszyscy wiedzą, że o kolejności na mecie zadecyduje sprinterski pojedynek.
Meta była bardzo fajna, najpierw krótki ale solidny podjazd w mieście, który przypominał mi końcówkę Liege-Bastogne-Liege, a potem jakieś 200-300 metrów płasko na kreskę.


Jedziemy w 10-osobowej grupie, każdy już się czai. Wiem, że nie mogę takim spokojnym tempem wjechać pod górę, bo na płaskim będę miał mniejsze szansę więc gdzieś w połowie ostro podkręcam tempo, wszyscy na kole więc przed samym szczytem lekko odpuszczam.
Ostry skręt w prawo i w zasadzie od razu zaczynamy finiszować. Ja pilnuję swojej kategorii, a widzę że odjechał mi lekko Bartek. Ostro staję w pedały, zrzucam przełożenie i lecę maksa, dojeżdżam do mojego rywala i wystawiam koło przed samą metą – jest 1 miejsce w M3 i 4 OPEN !!!
Wyszło z tego wszystkiego bardzo fajne i dynamiczne ściganie. Z początku myślałem, że trasa została poprowadzona tak, że trochę nie wykorzystano potencjału okolicy ale ta runda naprawdę była świetna na konkretny klasyk. Nie kalkulowałem, dałem się ponieść chwili i dzięki temu świetnie się bawiłem. Noga odpowiadała bardzo dobrze na to co siedziało mi w głowie, krótko mówiąc jestem mega zadowolony – w końcu nie często staje się na najwyższym stopniu podium 😊


Na koniec podziękowania dla Darka Baranowskiego i Cezarego Zamany za bardzo fajną organizację (nie licząc wpadki z obsługą w biurze zawodów), na pewno pojawię się za rok jeśli będzie kolejna edycja. No i podziękowania dla rywali za kawał dobrego ścigania – mało jest takiej fajnej walki na trasach naszych amatorskich wyścigów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz