Trening mistrzów

Trenujesz ciężko, łączysz pracę zawodową i życie rodzinne z codziennymi treningami, jest Ci ciężko, ale wiesz że bez tego wyniku nie będzie… To nasza codzienność.

A jak to wygląda u zawodowców, dla których jazda na rowerze jest po prostu pracą ?
Dziś postaram się przybliżyć trening Bradleya Wigginsa, przygotowujący go do historycznego zwycięstwa w Tour de France. Od razu dodam, że absolutnie nie należy kopiować tego typu planów treningowych (których z resztą raczej żaden amator by nie wytrzymał), bo obciążenia treningowe muszą być dopasowane do osobistych predyspozycji, co jest podstawą prawidłowej regeneracji i postępu naszej formy.
http://newcastlecollegeblog.files.wordpress.com
fot. ©Ben Cawthra. 19/05/2012
Osobiście nie przepadam za Wigginsem, jego styl jazdy nie jest pasjonujący i zwycięskie przez niego Tour the France uważam za jedno z najnudniejszych Grand Tour ostatnich lat. Ale to moja subiektywna opinia, trzeba natomiast przyznać, że jest niesamowicie mocny i skuteczny.

Aby poznać tajniki suckesu sir Bradleya musimy się przenieść na wulkan Teide – najwyższy szczyt i zarazem wulkan Wysp Kanaryjskich – jedyne 3718 metrów nmp. Jest to bardzo charakterystyczne środowisko, ciągły wiatr, rozrzedzone i kwaśne powietrze zawierające nieprzyjemny pył wulkaniczny. Jak się oddycha w takich warunkach ciężko sobie wyobrazić, ale podobno uczucie pieczenia w nosie i gardle to coś normalnego. Zgrupowanie w hotelu na wysokości 2100 metrów, bez żadnych rozrywek, nawet bez internetu – tylko trening, posiłki i regeneracja, i tak przez kilka tygodni. Już bez wgłębiania się w jednostki treningowe widać, że to nie tylko trening fizyczny, ale również psychiczny. Ciężko ? To czytajcie dalej ;)

Standardowy blok treningowy Wigginsa wygladał nastepująco:
- trzy dni po sześć godzin jazdy w górach i codziennie 4000 metrów przewyższenia
- dzień lekkiego treningu
- kolejne trzy dni jak powyżej
i tak w kółko
Czyli podczas jednego takiego mikrocyklu co najmniej 12000 metrów przewyższenia, a przed Tour de France sir Bradley zaliczył ich w sumie 100 000. Wiem wiem, te liczby wyglądają jak z kosmosu i coś w tym jest, bo te sto tysięcy metrów odległości to górne części atmosfery, czyli termosfera.
http://i.telegraph.co.uk
fot.©Ben Cawthra. 19/05/2012
Autorem takiego planu treningowego jest Tim Kerrisson i sam Wiggins mówił, że wcześniej myślał, że trenuje ciężko, ale dopiero na Teide zrozumiał co to prawdziwy trening. Trener zmuszał go do przekraczania granic – tylko taka droga pozwalała bowiem, jego zdaniem, wygrać legendarny Tour de France – no i się nie mylił.

Jak mówi sam zawodnik: „Jazda pod górę jest teraz częścią mojego życia, obecnie moje podjazdy podzielone są na 12 minut wysiłku na progu oraz 5 minut wytchnienia w tempie normalnego podjeżdżania”.

Żeby tego było mało, w sezonie startowym, Bradley Wiggins potrafi zaaplikować sobie trening sześciowgodziny z 5000 metrów przewyższenia w 39-stopniowym upale, z czego 90 minut jazdy jest ponad progiem, czyli praktycznie scenariusz królewskiego etapu francuskiego Touru.

Po lekturze powyższego, każdy może sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Bradley Wiggins zasłużył na zwycięstwo w tym pięknym wyścigu – moja odpowiedź brzmi TAK, pomimo iż styl tego zwycięstwa nie był widowiskowy. Obecnie w kolarstwie liczy się skuteczność, a ta u Bradleya jest po prostu mistrzowska.

I na koniec, aż chciałoby się napisać popularny tekst z programów typu Jackass:
„Wszystkie informacje treningowe pokazane w tym artykule zostały wykonane przez zawodowców. Nie próbujcie naśladować ich w domu i na zewnątrz…”

Tekst oparty na artykule z telegraph.co.uk, link do oryginału:
http://www.telegraph.co.uk/sport/othersports/cycling/9283386/Bradley-Wiggins-reveals-Team-Skys-explosive-secret-that-has-put-him-in-contention-for-Tour-de-France.html

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza