Honey Power

Jakiś czas temu odkryłem genialne działanie zwykłej bułki z miodem na treningu. Jednocześnie pomyślałem, że fajnie byłoby mieć taki prawdziwy dobry miód w małych tubkach wielkości żeli sportowych. No i okazało się, że na rynku jest coś co zdecydowanie było warte mojej uwagi - żele sportowe wytworzone na podstawie miodu, amerykańskiej marki Honey Stinger, która w dodatku właśnie jest wprowadzana na nasz polski rynek przed zaprzyjaźnioną firmę Radello.pl

W zasadzie od samego początku podszedłem do tematu z dużą dawką optymizmu i kiedy czekałem na pierwszą zamówioną partię produktów do przetestowania, wiedziałem że to może być to, czego szukałem...

Żeby nie było, zrobiłem mały research w internecie na zagranicznych stronach, gdzie w zasadzie wszyscy wypowiadali się o Honey Stinger w samych superlatywach.
Postanowiłem sprawdzić żele energetyczne w różnych smakach, wafle miodowe i żelki owocowe.

Żele energetyczne

Na pierwszy rzut oka rzuca się bardzo szeroka gama różnych smaków. W zasadzie ciężko się na coś zdecydować, ja jestem raczej z tych którzy wolą 3 smaki, bo wtedy łatwiej mi coś wybrać. Tutaj na dzień dobry mamy do dyspozycji aż 7 smaków. Ostatecznie postanowiłem posmakować wszystkich i każdy miał w sobie to coś, co powodowało, że chciałem do tego smaku wracać ;)
Ale spokojnie, nie będę się tu rozpisywał o tym jak co smakuje, każdy ma swój gust i swoje preferencje smakowe. Ogólnie mogę powiedzieć, że żele nie są ani za słodkie, ani za gorzkie i naprawdę bardzo smaczne.

Jako, że bazą jest miód, mamy do czynienia ze zmianą konsystencji. Kiedy jest zimno, żele są bardzo gęste (przy kilku stopniach do tego stopnia, że ciężko je wycisnąć w całości), jak jest ciepło są bardziej płynne. Na wyścigach wczesną wiosną i późną jesienią przyjmowanie żeli może więc być utrudnione.


Przejdźmy do najważniejszego, czyli działania. Moim zdaniem żele te dają kopa podobnie jak miód. Szczególnie przypadł mi do gustu smak Ginsting, z dodatkową zawartością żeń-szenia. Po nim czułem największy przypływ energii. Co ważne, nie czułem jednocześnie zamulenia żołądka.

Podsumowując oceniam żele na piątkę z minusem, zarówno smak jak i działanie jest bardzo dobre. Małym minusem jest konsystencja, szczególnie w zimne dni i fakt, iż są to żele, które mimo wszystko trzeba popijać wodą.

Wafle miodowe

Bardzo ciekawy produkt, kojarzy mi się z dzieciństwem, kiedy często robiłem sobie takie duże wafle z różnymi nadzieniami.
W smaku wyśmienite, spodziewałem się czegoś bardzo słodkiego, a otrzymałem bardzo wyważony smak, który idealnie trafił w moje gusta.
Niestety nie polecam tych wafelków na wyścig, ponieważ są one dość kruche i generalnie ciężko się je spożywa podczas jazdy na rowerze. Ja miałem problemy na treningu, a co dopiero w warunkach wyścigowych.
Myślę, że opisywane wafle będą za to strzałem w dziesiątkę podczas klasycznego coffe break, jako słodki dodatek do espresso. Już same wafle dają lekkiego kopa, a z odpowiednią dawką kofeiny, po takiej przerwie, po prostu polecimy ;)

Żelki owocowe

Lubisz Haribo itp ? Jeśli tak, to polubisz też żelki Honey Stinger ;) Wkładasz całe otwarte opakowanie do kieszonki i co jakiś czas dostarczasz kolejne dawki energii spożywając cukierki. Jest to bardzo wygodny i smaczny sposób na uzupełnianie energii zarówno na treningu, jak i wyścigu.
Dodatkowo, co ważne, producent dodał tutaj również sód, potas i witaminę C, czyli składniki które szybko tracimy podczas mocnej jazdy na rowerze.


Generalnie jestem bardzo zadowolony z produktów Honey Stinger i już uzupełniłem sobie zapasy żeli na cały sezon startowy. Obok produktów Dextro, o których już kiedyś pisałem, Honey Stinger są obecnie moją ulubioną marką, którą z czystym sumieniem mogę polecić.

Więcej o opisywanych produktach dowiecie się na stronie polskiego dystrybutora - radello.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza