Baranowski Tour coraz bliżej...

Rok 1998, mały pokoik w domu wczasowym w Zakopanem, pod ścianą malutki telewizorek, który dziś z powodzeniem mógłby być eksponatem w muzeum, przed nim ja i mój tata z zapałem śledzący zmagania kolarzy na Tour de France na ciężkich górskich trasach. Na pierwszym planie walka niesamowitych Marco Pantaniego, Jana Ullricha i Boba Julicha, a w tle walka o jak najlepszą lokatę naszego krajana - Darka Baranowskiego. Jak dziś pamiętam te chwile kiedy serce zabiło mocniej, gdy tylko pokazali Darka kręcącego gdzieś w czołówce, tą radość kiedy wszedł do dychy na etapie do Le Deux Alpes. To były zupełnie inne czasy, kolarstwo dużo bardziej romantyczne niż obecnie i w zasadzie bez większego znaczenia Polaków. Dlatego w mojej głowie pamiętam właśnie takie obrazki, miałem 14 lat i dopiero zaczynałem się interesować kolarstwem. Oglądaliśmy z tatą relacje z etapów, słuchając wywodów Tomasza Jarońskiego i Krzysztofa Wyrzykowskiego, a w tle słychać było tylko marudzenie mojej siostry i mamy, kiedy to się wreszcie skończy ;)


O utytułowanym, Darku Baranowskim można by pisać i pisać, na codzień można go obecnie posłuchać właśnie podczas relacji w Eurosporcie, gdzie w ciekawy sposób przybliża wszystkim tematykę kolarstwa szosowego. Jest jednak, również szansa spotkania naszego mistrza... ba - nawet pościgania się z nim ramię w ramię.

 Szansą tą jest oczywiście amatorski wyścig Baranowski Tour, którego druga już edycja, odbędzie się już wkrótce, bo 25 sierpnia na malowniczej trasie w okolicy Wałbrzycha.


Pierwszą edycję wyścigu wspominam bardzo miło ale trzeba przyznać, że odbyła się trochę z przygodami. Z uwagi na problemy z organizatorem pierwotny termin został odwołany i w momencie kiedy wszyscy z żalem dowiadywali się, że jednak nie będzie możliwości pościgania się z Darkiem, podjęto współpracę z Cezarym Zamaną i wyznaczono nowy termin. Wielu marudziło, bo obok zmiany terminu została też zmieniona trasa na zdecydowanie mniej górską, ale każdy kto był w 2018 przyznawał, że może i nie było wielkich przełęczy Gór Sowich ale trasa była niezwykle dynamiczna i zapewniła ściganie na świetnym poziomie.



Skoro przy trasie jesteśmy to warto przypomnieć jej przebieg. Start ostry odbędzie się przy stadionie Górnika Wałbrzych, na ulicy Chopina, skąd po szybkim wyjeździe z miasta, podjazdem, polecimy na wygodną obwodnicę, którą dojedziemy do rundy. Tą będziemy pokonywać dwa razy na krótkim dystansie (w sumie 51 kilometrów) i cztery razy na długim (89 kilometrów). Każda runda zaczyna się długim zjazdem aby następnie stworzyć idealne warunki do rywalizacji na podjeździe przez Modliszów. Nie jest to jakaś wybitnie ciężka góra ale pojechana bardzo mocno, konkretnie zostaje w nogach. Ze szczytu do końca rundy jest bardzo nieprzyjemny odcinek raczej płaski, gdzie dodatkową przeszkodą staje się wiatr. Samotna jazda jest tu bardzo uciążliwa, więc warto mieć jakąś grupkę - najlepiej czołową ;)


Do Wałbrzycha wracamy pofałdowaną obwodnicą, mając szybki zjazd przed samym miastem i dynamiczny podjazd już na samą metę. Podjazd, który bardzo przypomina mi obrazki z Liege-Bastogne-Liege.
Całość można prześledzić na mojej Stravie:




Rok temu impreza była bardzo udana. Na najlepszych czekały fajne nagrody i dekoracja prowadzona przez Darka Baranowskiego - fajnie było uścisnąć dłoń kolarza, którego z taką pasją oglądało się w dzieciństwie w telewizorze.
W tym roku oczywiście też stawiam się w Wałbrzychu na starcie i z pełna świadomością mogę stwierdzić, że jeśli również się pojawisz to nie będziesz zawiedziony !
Wszelkie szczegóły i zapisy dostępne na stronie organizatora.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza