Grody Piastowskie dla amatorów

Jeśli chodzi o wyścigi szosowe w naszym pięknym kraju, to większość kojarzy w zasadzie tylko Tour de Pologne. Nie ma się co dziwić, jest to wyścig rangi World Tour, bardzo medialny i co roku przyciągający rzesze kibiców.

fot. http://grody.com.pl
Jednak w kalendarzu jest wiele wyścigów mniejszych, na których szanse pokazania, dostają często kolarze z drugiego szeregu i na których często walka jest bardziej pasjonująca niż w "kolarskiej lidze mistrzów".
Jednym z takich przykładów, niewątpliwie są Grody Piastowskie, czyli wyścig który co roku powoduje szybsze bicie serca kibiców głównie z Dolnego Śląska. Jest to stosunkowo krótka etapówka, która jednak stara się łączyć różne odmiany kolarstwa szosowego, znajdą tu coś dla siebie zarówno sprinterzy, klasykowcy, jak i wytrawni górale. W tym roku rozegrana w dniach 10-12 maja.

fot. http://grody.com.pl
I właśnie w cieniu Grodów dla zawodowców, odbywają się dwie bardzo fajne imprezy dla nas - amatorów.
Smaczku dodaje fakt, że wyścigi te dają szansę ścigania się po tych samych trasach, trzeba więc zmierzyć się z tymi samymi podjazdami, przetrwać te same wietrzne odcinki, a czasem nawet pomęczyć się na tym samym bruku.
W 2019, wzorem roku ubiegłego, o którym piszę tutaj, będziemy mogli pościgać się w malowniczej okolicy Jawora, na dużej lub małej Jaworskiej Pajdzie Chleba, jak również pomęczymy się na konkretnych podjazdach próbując zdobyć Koronę Gór Sowich.

Domowe zgrupowanie


Calpe, Majorka, Chorwacja, Teneryfa, Gran Canaria, Andaluzja - wszystko to piękne miejsca z super klimatem do wypoczynku, łączy je jeden wspólny mianownik - co roku na wiosnę spotkać tam można całą rzeszę kolarzy amatorów, szykujących nogę na najbliższy sezon.


Ty siedzisz w pracy, oglądasz te wszystkie zdjęcia, zapisy tras ze Stravy wraz z ciekawymi relacjami i delikatnie mówiąc szlag Cię trafia.
Nie tylko dlatego, że Ty musisz, z jakiś konkretnych powodów, pracować, ale też dlatego że zdajesz sobie sprawę, że na starcie sezonu, Twoja forma będzie znacząco odbiegać od tych wszystkich zawodników, którzy wygrzewali kolarską łydę godzinami w ciepłych krajach.

Do posłuchania...

Tak się fajnie złożyło, że jakiś czas temu dostałem zaproszenie do radia, do audycji traktującej o rowerach, kolarstwie i wszystkim co z dwoma kółkami związane. Program to 2Kółka, w Radio Zielona Góra, prowadzony przez Krzysztofa Filmanowicza.
Cel był prosty - podzielenie się swoją pasją i wiedzą.


fot. http://inrng.com
Tak się rozgadałem, że materiał został podzielony aż na trzy audycje.
Czy mówiłem ciekawie, to już nie mnie oceniać, ale generalnie chyba wyszło całkiem fajnie.

Posłuchajcie i oceńcie sami :)







Cały materiał oraz inne nagrania audycji 2Kółka, dostępne są też na stronie radia.

Ustawkowe savoir vivre


Całą zimę ostro trenowaliście pod dachem pamiętając o stwierdzeniu, że wyścigi wygrywa się zimą. To jak najbardziej prawda, bo przespana zima, na dzień dobry stawia nas w pozycji przegranych na jakimkolwiek wyścigu – no chyba, że pościgamy się z dziećmi z przedszkola dookoła huśtawek ;)


No ale jeśli już przepracowaliście konkretnie zimę i czujecie, że forma jest niezła trzeba ją zweryfikować i porównać się do innych. Jak to najłatwiej zrobić – wybrać się na ustawkę, czyli zbiórkę kolarzy organizowaną chyba w każdym większym mieście.

No ale jak już się zjawisz na takim spotkaniu zapaleńców dwóch kółek, musisz znać pewne niepisane zasady jakie tam obowiązują – ich nieprzestrzeganie może mieć bardzo złe skutki, w najgorszym razie może się to nawet skończyć pobytem w szpitalu i rychłym zakończeniu sezonu po niebezpiecznej kraksie.
Dlatego dziś przedstawiam zbiór pewnych zasad i zachowań, których powinno się przestrzegać na ustawkach, czyli tytułowe ustawkowe savoir vivre:

Z ręcznikiem na wojnę, czyli przygoda ze Zwiftem



Całkiem niedawno wrzuciłem na swój fanpage zdjęcie z treningu i dodałem, dość kontrowersyjny jak się okazało, podpis „A niektórzy i tak wolą siedzieć na Zwifcie… CX a nie jakieś tam kręcenie z ręcznikiem pod wiatrak”. Wywołałem tym istną burzę, czego dowodem jest ponad 100 komentarzy pod zdjęciem i jedną wielką kłótnię zwolenników oraz przeciwników Zwifta.

Zrozumiałem, że temat który tak bardzo dzieli nasz kolarski-amatorski świat jest wart uwagi i bliższemu przyjrzeniu się całej sprawie.
Alpe de Huez, czy tam inne Alpe...

Przypomniałem sobie, że dość dawno temu kupiłem sobie ANT Sticka więc postanowiłem wykorzystać ten fakt, zarejestrowałem się na Zwifcie i postanowiłem skorzystać z tygodniowego okresu testowego. Zdaję sobie sprawę, że bez trenażera typu smart to nie to samo ale zawsze daje to jakiś obraz całej zabawy.

Na wstępie muszę też zaznaczyć, że trenażer nie jest dla mnie, nie chodzi tu nawet o psychikę tylko o moje ograniczenia zdrowotne związane z upośledzoną termoregulacją. Po prostu jakakolwiek mocniejsza jazda jest dla mnie zabójcza – tak jak i jazda w upałach powyżej 30 stopni latem. Ktoś kto nie ma takich problemów tego nie zrozumie.

… dziecko masz tu kredki, najedz się czekolady i narysuj co Ci tylko wyobraźnia podpowie …

Jesienny Rollercoaster, czyli bolesna Rajcza 2018


Rajcza... miejsce z którym w zasadzie mam same dobre wspomnienia, w końcu to właśnie tutaj odniosłem moje pierwsze zwycięstwo w „karierze”, było to w 2012 więc minął szmat czasu. To również tutaj przypieczętowałem swoje zwycięstwo w górskiej klasyfikacji generalnej w 2015. Nie mogłem więc odpuścić sobie również wyścigu w tym roku, nie wiedziałem jednak jakie niespodzianki przygotował na tą edycję Wiesiek – organizator Road Maraton, ale o tym za chwilę.

Do Rajczy przyjeżdżam w piątek, podróż jak zwykle idzie bardzo sprawnie, mniej więcej tak sprawnie jak wizyta u lekarza na NFZ, na A4 dwa wypadki plus prace remontowe, na objeździe pozamykane drogi, błądzenie po objazdach przez jakieś pola, na sam koniec w Węgierskiej Górce śmiertelny wypadek i kilkukilometrowy korek. Suma sumarum podróż z Zielonej Góry zajęła mi jedyne 8 godzin i na miejscu jako wprowadzenie zdążyłem zrobić dosłownie pół godzinną przejażdżkę zanim zrobiło się zupełnie ciemno. Zdążyłem podjechać jednak podjazd na metę i już wiedziałem, że w tym roku trasa będzie epicka i rzeźnicka jednocześnie, potwierdził mi to Wiesiek, którego spotkałem po drodze, a który to dopieszczał właśnie dla nas trasę.



Wiedziałem jedno, z moją obecną formą, która po chorobie poszła sobie w siną dal i chce wrócić chyba dopiero na wiosnę, ściganie po takiej trasie to będzie walka o przetrwanie, im dłużej studiowałem profil wysokościowy tym bardziej wiedziałem, że ta imprezka będzie zakrawać o lekki masochizm. Ciekawe jednak jest to, że kiedy oglądałem profil trasy w domu wyglądał na dużo bardziej płaski niż jak zacząłem się w niego zagłębiać będąc już w Beskidach ;)

GMP Amatorów 2018, czyli kolarstwo to sztuka wyborów

Każdy tak chyba ma, że na początku roku rozpisuje sobie starty, w których mniej więcej będzie chciał wziąć udział, układa sobie priorytety i potem pod to trenuje. Osobiście uważam, że ustawianie jakiś konkretnych szczytów formy w kolarstwie amatorskim nie ma większego sensu i ten rok mi to potwierdził w 100%.



Co się bowiem stało ? Moim głównym priorytetem na ten rok były Górskie Szosowe Mistrzostwa Polski w  Sosnówce, byłem w świetnej formie, cyferki się zgadzały, nawet aż nadto, wiedziałem że jestem mocy. Ostatni mikrocykl treningowy przepracowany podręcznikowo, ostatni bardzo mocny tydzień zaliczony, został tylko tydzień lekkich treningów z jakimiś krótkimi przepaleniami już przed samym startem…
I co ? W poniedziałek budzę się chory, dzieciaki poznosiły jakieś wirusy z przedszkola i żłobka i pomimo, iż bardzo dbam o odporność i było pod tym względem w ostatnim czasie u mnie bardzo dobrze, to po tak ciężkim tygodniu organizm się poddał :/

Kolarz szuka żony ;)

Tak sobie ostatnio pomyślałem, jakie to szczęście mieć już tą swoją drugą połówkę, szczęśliwą rodzinkę itd., co to by było gdybym teraz miał znaleźć sobie żonę... Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że znalezienie żony dla kolarza amatora to trochę mission impossible ;)


Jakby miało brzmieć takie ogłoszenie...
Wysportowany, dobrze umięśniony (ale tylko na nogach, bo górne partie - katastrofa), skupiony głównie na rowerze i wszystkim co się dookoła niego kręci, szuka żony. Wymagane umiejętności: zdolności psychologiczne dla dobrego motywowania i podpierania na duchu po nieudanym starcie, umiejętność podawania bidonów na trasach wyścigów, odporność na stres, cierpliwość, idealna aparycja i doskonałe umiejętności fotograficzne ;)
Co tu dużo pisać, jednym słowem masakra.


Tacy już jesteśmy, na dłuższą metę życie z kolarzem amatorem lekkie nie jest, usłane różami tym bardziej.

Na plaży ciężko się z nami pokazać, mało że klata i bicepsy minimalne to jeszcze opalenizna w kratkę, wakacje jak już to tylko w górach, bo gdzie ja będę nad morzem jeździł rowerem - żadna przygoda, a leżenie cały dzień na plaży będzie dla nas gorsze nić Zoncolan dla Cavendisha. Dłuższe wczasy w jakimś zagranicznym kurorcie - proszę bardzo, ale jednak dopiero gdzieś w październiku, żeby było po sezonie.

Dziecko - to temat najcięższy, kiedy już zapadnie decyzja na tak to i tak jest kombinowanie żeby najlepiej urodziło się po sezonie, a nocne wstawanie denerwuje Cię najbardziej tylko dlatego, że się nie regenerujesz po treningach.
W lodówce wyselekcjonowane produkty, półki kuchenne zawalone bidonami i opakowaniami po suplach, dodatkowo przestrzeganie diety, ilości posiłków i kalorii (wiem wiem, tu zdecydowanie nie każdy tak ma).


Bałagan w garażu? Przecież to tylko stare elementy osprzętu, dodatkowe koła i opony, nie mogę tego po prostu wyrzucić...

Rodzinny weekend, ok ale pojedźmy w góry i połączmy to z wyścigiem. Wspólne niedzielne przedpołudnie ? Ale jak, przecież jest ustawka. Z tego samego powodu odpada późne sobotnie imprezowanie - przecież trzeba się wyspać ;)

Mówisz, że co chcesz oglądać ? Jakieś seriale ? Ale przecież dziś zaczęła się Vuelta Espana, codziennie będzie trzeba oglądać etapy, bo Majka ma nogę i któryś może wygrać, nie mogę przecież przegapić takiego wydarzenia... Ale nie martw się, to tylko trzy tygodnie :)


Piszę to wszystko lekko przekoloryzowane w jednym celu, zatrzymajcie się na chwilę i popatrzcie z boku jakimi wariatami jesteśmy i ile trzeba wyrozumiałości żeby z nami wytrzymać. Pora docenić swoje drugie połówki, ot co.




Ojej, już po 22:00, trzeba iść spać, regeneracja jest najważniejsza ;)

KOM Hunter, czyli królestwo za KOMa


- Grażynka idź spokojnie na plażę i czekaj z piwkiem, ja lecę szybko pokręcić bo znalazłem dobry segment.
- i będzie jak ostatnio, napaliłeś się jak Reksio na szynkę, a KOMa jak nie było tak nie ma
- nie nie, teraz to pewna sprawa, wczoraj wieczorem znalazłem idealne miejsce, taka mało uczęszczana, jednokierunkowa, wąska droga
- mogę się założyć, że i tak ktoś będzie od Ciebie szybszy
- nie ma takiej opcji, bo segment założę pod prąd 😊





Trochę z przymrużeniem oka, a trochę poważnie chciałem zająć się tematem segmentów i KOMów na Stravie. Temat w ostatnich latach rozwinął się tak bardzo, że zapewne sami twórcy Stravy nie spodziewali się takiego obrotu sprawy i teraz zamiast zatrudniać pracowników do rozwoju platformy muszą pewnie trzymać ludzi, którzy reagują na flagowanie segmentów…

Baranowski Tour 2018

Kim jest Darek Baranowski nie trzeba nikomu, kto choć trochę interesuje się kolarstwem, tłumaczyć. Jedna z jaśniejszych postaci tego sportu w Polsce w latach 1996-2006, zawodnik takich grup jak US Postal, Banesto, CCC, Liberty Seguros, czy Astany, świetny góral. Do dziś pamiętam jak kibicowałem zaciekle Darkowi trzymając kciuki, żeby utarł nosa największym faworytom na jakimś górskim etapie wielkiego Touru 😊 Obecnie jego głos umila nam wszystkim relacje Eurosportu z największych wyścigów na świecie, a dzielenie się wiedzą wychodzi mu doskonale.


Kiedy więc dowiedziałem się, że właśnie Darek Baranowski organizuje swój własny wyścig dla amatorów, bardzo się tym tematem zainteresowałem. Kiedy natomiast zobaczyłem, ze organizuje to w Wałbrzychu wraz ze znanym Cezarym Zamaną wiedziałem, że po prostu muszę tam być.
Zgodnie z powyższym, 18 sierpnia udałem się w samo serce Gór Wałbrzyskich, jednak nie po to aby szukać słynnego złotego pociągu, a żeby pościgać się w miłym towarzystwie i przy fajnej oprawie.